poniedziałek, 24 listopada 2014

Kompleksy.



Nie znam osoby, która w 100% jest zadowolona ze swojego wyglądu. Do grona tych osób bezsprzecznie należę i ja. Przez prawie większą cześć lat spędzonych na edukacji przerobiłam chyba wszystkie  przezwiska gryzoni. Uchroniłam się za to przed byciem tzw. "blaszakiem" lub "blaszanymi zębami" - bo tak właśnie nazywano osoby, które wówczas nosiły aparaty ortodontyczne.
Konsultacje ortodontyczne mówiły jedno : Kamilko musisz poczekać do ok 20 roku życia aż szczęka i żuchwa przestaną się kształtować. Masz tzw. wadę kości a nie wadę samego zgryzu. Czekałam 15 lat aż się okazało, że potrzebne są trzy operacje, aby mój zgryz i zęby wyglądały normalnie. Ręce opadły, szczęka również. Załamana wróciłam do domu i przez kolejne lata nie robiłam nic. Przywykłam do swojego zgryzu i problemów z jedzeniem, aż trafiłam na bloga Charlize Mystery, która w jednym z postów (klik) opisała swoje kompleksy związane z kształtem nosa. Po przeczytaniu tego co Karolina napisała, skierowałam swe kroki do Kliniki Ortodoncji działającej w Uniwersyteckim Szpitalu Medycznym. Tam oprócz masy studentów, zebrało się nad moją głową konsylium najlepszych specjalistów.  Mój przypadek okazał się trudny pod tym względem, że nie zgadzałam się na operację. Nie zniosłabym bólu związanego z milionem zabiegów.  Obiecano mi jednak, że operacje nie będą potrzebne, ale leczenie nie będzie krótkie. Siedząc w zimowy dzień w szpitalnym gabinecie, wiedziałam jedno, że jak za trzy tygodnie pojawię się w gabinecie ortodontycznym będę szczęśliwsza. Dziś założono mi już trzeci aparat. Będę go nosić ok. 3 lata. Przez dotychczasowy rok walczyłam z dwoma aparatami na podniebieniu.  Bywało tak, że po zjedzeniu makaronu, kolejne pół godziny spędzałam na wyciąganiu jego resztek, a na początku noszenia potrafiłam kichać zjedzonymi truskawkami. Można również wspomnieć o innych bolesnych skutkach leczenia, ale po co?  Wiem, że warto. Dlaczego? Ktoś mi powie, że nie mam "aż tak krzywych zębów". Pamiętajmy, że nie tylko kształt zębów jest ważny. Wady zgryzu powodują problemy z jedzeniem, oddychaniem. Bóle głowy, częste zapalenia uszu to również ich przyczyna. Warto również dla zdrowia psychicznego i ładnego uśmiechu.

PS. Przy okazji chciałam Wam pokazać ten piękny mural Zofii Nałkowskiej. Zdobi on jeden z bloków na moim smutnym, szarym osiedlu. Powstał z inicjatywy fundacji Dziew/czyny, a wykonała go Sylwia Kaczanowska. Więcej informacji na temat muralu znajdziecie tutaj klik lub klik

w


sweter/sweater - atmosphere sh, spódnica/skirt- atmosphere,
futrzana kamizelka/fur vest-coolcat , torebka/bag- szafa.pl, szpilki/heels - vintage

wtorek, 21 października 2014

Sąsiedzi

     Szukając mieszkania  priorytetem nie byli mili sąsiedzi. Liczyło się wygodne łóżko i dostęp do internetu. Niestety, gdy brama wjazdowa od Twojego domu zacina się w połowie, a Ty stawiasz samochód na chodniku znajdującym się przy płocie Twoich sąsiadów, wiedz, że to najgorsza rzecz jaką mogłaś/ mogłeś uczynić, a Twoje postrzeganie pewnych spraw, może się diametralnie zmienić.
            Godzina 7:20 wracam od rodziców, którym codziennie z rana podrzucam psa. (Robię tak, aby mój "kochany" zwierzak się nie zanudził, siedząc 8 godzin w domu. Przy okazji uczę się odpowiedzialności, będąc jak matka, która odwozi dziecko do przedszkola).
Próbuję otworzyć automatyczną bramę wjazdową, prowadzącą na moje podwórko, niestety zawodzi. Stawiam więc samochód po drugiej stronie wąskiej uliczki. W taki sposób, aby sąsiad mógł wyjechać ze swojej posesji, a kto inny bez problemu przejechać obok, nie zahaczając o lusterka. Mam jeszcze 40 min. na zjedzenie śniadania. 
O 8 wychodzę z domu, wsiadam za kierownicę swojego czterokołowca i oto między dwoma drzewami pojawia się GŁOWA, GŁOWA tzw. mówiąca. Niestety radio i silnik samochodu zagłuszają  poszczególne słowa, które namiętnie wypowiada w moim kierunku. Otwieram okno  i słyszę " MOGŁABY PANI TU NIE PARKOWAĆ". Zastanawiam się chwilę czy powiedzieć GŁOWIE "Dzień dobry" czy sobie darować. Daruję sobie. Odpowiadam "Przepraszam, ale ja tu mieszkam" i wskazuję  na mój dom. Pragnę również GŁOWIE wyjaśnić co skłoniło mnie do tego jakże drastycznego kroku, jakim było zaparkowanie przy jej płocie. Jednak ta ginie gdzieś w czeluściach zieleni. Odjeżdżam, z lekko zepsutym humorem.
Bywają sąsiedzi, którzy 50 cm od ścian Twojego domu sadzą rząd tui, po uprzedniej walce o ścięcie wielkiego bzu, który zakrywał jedyne okno w kuchni. Są też tacy, którzy w szpilkach i szlafroku wpadną z  zamiarem uciszenia przed godziną 21. Bo przecież, spokój podczas oglądania ulubionego serialu jest najważniejszy.
Tacy, którzy do godziny 23 naprawiają rząd samochodów stojący pod ich domem. A niedziela wcale nie jest dniem świętym i wolnym od pracy. Dla nich liczy się każdy grosz. Bywają dilerzy, studenci i wszelkie inne zło.
Czasem  zdarzają się też sąsiedzi z gatunku: pomocnych. Pożyczą Ibuprom, gdy głowa boli bardzo, a dojście do apteki to nie lada wyczyn. Odbiorą list lub paczkę, na które w zniecierpliwieniu się oczekuje. Wyjdą z psem, gdy w pracy robisz nadgodziny.
Sąsiedzi są kochani, czasem mniej. Ludzie dziwni. Mający swoje upodobania i dziwne zwyczaje.


PS.  A przecież i ja jestem SĄSIADKĄ. W dodatku ze szczekającym, nieznośnym, czarnym psem
  koszula/shirt- sh, spódnica/skirt- all, zamszowe szpilki/ suede heels- BATA

czwartek, 16 października 2014

Moja.





Gdy ktoś odchodzi pojawia się CHAOS.
Gdy Ty odeszłaś...
Pojawił się BEZKRES.
Przestrzeń i wiele pytań.

                                      Moja Kochana, Uparta, Niezależna Babciu 




niedziela, 21 września 2014

Pogodzić się ze starością.


Zmiany w życiu są czasami nagłe i niespodziewane. Kolejne przybywające centymetry w pewnych partiach mojego ciała, zaskoczyły mnie na tyle, że gdy patrzę na te zdjęcia, nie poznaję własnej osoby.
Mimo regularnych ćwiczeń, moje ciało się zmienia. Mając prawie trzydzieści lat zaczynam przypominać kobietę. I nawet mi się to podoba. Zniknęły moje problemy z cerą, biust nie jest już w rozmiarze 0. Jedynie w jeansach  nie czuję się komfortowo i mam wrażenie, że moje uda są jak dwa wielkie bloki skalne.
Mama twierdzi, że w końcu "dorosłam". Trochę późno, ale podobno lepiej późno niż wcale.  Czasem zdarza mi się zerknąć z nostalgią na chude dziewczyny, których kości biodrowe niebezpiecznie wystają i ocierają się o spodnie.  Jednak po chwili godzę się z faktem, że bliżej mi do trzydziestki, a z radosnej nastolatki mało co zostało. Przynajmniej z zewnątrz. Bo w głowie nadal mam wrażliwość ducha i dziesiątki tysięcy myśli. Marzenia i chęci zmiany, które po części miną z dniem 1 października, kiedy to zmienię w końcu miejsce swojego zamieszkania. (Tak! Udało się!). Po depresji spowodowanej niemożliwością znalezienia konkretnego lokum. Wielkim płaczu i przypływie gniewu, oraz wystawienia przyjaciółki za drzwi, znalazłam lokum, do którego wprowadzam się na początku października.  
Wracając do tematu starości i zmian zachodzących w moim ciele, to oprócz nagłej zmiany wyglądu zewnętrznego, odczuwam także inne dość przykre skutki postępującego ducha czasu. Ból pleców, kolan, zatrzymywanie wody w organizmie. Dopadło mnie również zmęczenie w postaci braku chęci organizowania wszelkich spotkań towarzysko - kulturalnych.  Gdy przychodzi sobota, wolę wsiąść w samochód i pojechać gdzieś daleko. Wszelkie planowanie imprez masowych stało się dla mnie obowiązkiem, który nakłada na mnie pracodawca. 
Mając prawie trzydzieści lat biorę leki na pamięć i koncentrację. Nie wiedzieć czemu, zapominam czasem o tym gdzie położyłam klucze lub zaparkowałam samochód. Sądzę jednak, że przyczyną nie jest zanik szarych komórek, a po prostu brak rozgarnięcia. Bo gdy wychodzę z pracy, wyłączam się prawie na wszystko i wszystkich.  
Jak to mówią mądrzy ludzie "Kamyk, zmiany to naturalna kolej rzeczy". Tak, więc poddawać się zanikom pamięci nie mogę. Uczuciu ciężkich nóg również. Mam zamiar być krągłą XXlatką z wesołym  czasem dość wybuchowym usposobieniem.


 sukienka/dress - ZARA outlet, torebka/bag - vintage, naszyjnik/necklace- ZARA outlet, 
zamszowe szpilki/suede heels - Zona Zero

poniedziałek, 1 września 2014

Za wysokie wymagania.


Od około 3 miesięcy noszę się z zamiarem wyprowadzki.  Po obejrzeniu ok 10 mieszkań/pokoi doszłam do wniosku, że albo coś ze mną jest nie tak (mam za wysokie wymagania), albo inne czynniki (może uroda i miły wyraz twarzy) przeszkadzają mi w znalezieniu czterech kątów, do których przyjemnie byłoby wracać po pracy. 
Dziś po kolejnej nieudanej próbie wynajmu 16 metrów kwadratowych, zwątpiłam. I to na tyle, że jestem w stanie rzucić pracę i przenieść się na odległą o 30 km wieś, by tam przy dźwiękach palonego w piecu kaflowym drzewa, delektować się spokojem i obecnością psa demona. Jedynie spędzane tam noce, mogą w mojej wyobraźni przypominać te z najgorszych horrorów. 
Postanowiłam Wam opisać to, co mnie spotkało w ciągu 2 miesięcy poszukiwań gniazdka idealnego. Oto przed Wami: MIESZKANIOWE PERYPETIE KAMILI B.
Mieszkanie nr 1. Studenckie. Cztery pokoje, trzech lokatorów.  Mój przyszły pokój posiada małe okno z widokiem na smutne skupisko szarych wieżowców. Ściany pokoju są w kolorze brudnej, zgniłej zieleni. Dla dopełnienia efektu "dżungli" na jednej z nich naklejono fototapetę z wizerunkiem ciemnego lasu. Swój wzrok kieruję na podłogę. Jej powierzchnia pokryta  jest linoleum (brudne i ciemnobrązowe, we wzór imitujący parkiet) pamiętające czasy PRL..Gdzieś w kącie leży jeden grosz.  Pozostawiony chyba tak na szczęście dla przyszłego lokatora. Pytam dziewczyny, która mnie oprowadza:
-  „Kto tu mieszka?”
Uzyskuję odpowiedź:
- "Ja i  dwóch chłopaków, ale jeden z nich nie pojawia się tu od 2 miesięcy".
Pragnę jak najszybciej opuścić to miejsce i nigdy nie wrócić. Żegna mnie widok obskurnych obitych skórą drzwi, z wygryzioną na środku dziurą. Uciekam.
Pokój nr 2. Mieszkanie studenckie, liczba pokoi 4. Podoba mi się duża szafa i toaletka. Minusy- stare okna, przez które prawdopodobnie zimą wiatr hula po pokoju. Dostrzegam taśmę izolacyjną gdzieś przy górnej framudze. W pewnym momencie moja przyszła, niedoszła współlokatorka nawet mnie rozbawia pytaniem:
- „ Masz chłopaka?”
Odpowiadam, że mam. Moja odpowiedź ją satysfakcjonuje. Mówi:
- "A widzisz jest duże łóżko. Będziesz zadowolona".
Jak miło, dziewczyna od pierwszych minut naszej znajomości dba o moje relacje z chłopakiem. 
Pytam jej, jak wygląda sprawa sprzątania. Czy jej koledzy się nie buntują gdy przychodzi czas na uprzątnięcie bałaganu? I tu słyszę:
- "Ostatnio jeden z chłopaków nie chciał sprzątać, dlatego szukam dziewczyny jako współlokatorki, faceci są zbyt problemowi".
Moje kolejne pytanie brzmi:
- „A jak wygląda sprawa imprez?
Jej  odpowiedź znów mnie rozbawia, ale nie satysfakcjonuje.
- "Imprezy – spoko. Możesz śmiało je organizować. Ja w swoim pokoju nic nie słyszę". Wychodzę i dochodzę do wniosku,  że jestem za stara na mieszkanie studenckie.
Pokój nr XXX- Ogłoszenie brzmi fajnie, zdjęcia mieszkania też są ok, cena przystępna i liczba lokatorów do mnie przemawia.  Dzwonię pod wskazany numer, nikt nie odbiera. Próbuję raz, drugi, trzeci i nic. Zmieniam telefon na mamy, myśląc, że to coś z moją komórką jest nie tak. Kilka godzin później moja rodzicielka informuje mnie o telefonie od nieznajomego Pana. Znów próbuję się z nim skontaktować bez skutku. Piszę więc sms z pytaniami:
- „Kto mieszka w mieszkaniu? Czy jest Internet?”
 O dziwo! Pan odpisuje. Prawie wszystko wydaje się ok. Nawet informacja o tym, że lokatorem jest  dwudziestoparoletni chłopak mnie nie przeraża. Stawiam się o umówionej godzinie pod drzwiami mieszkania i ...całuję klamkę. Kilka minut później na klatce schodowej pojawia się trzydziestoparoletni mężczyzna, który nie chce mnie wpuścić do środka, póki nie sprzątnie bałaganu. Nie pozostaje mi nic innego jak  cierpliwie poczekać. Po chwili drzwi się otwierają, a moim oczom ukazuje się mieszkanie IDEALNE. Pierwszy raz od x czasu jestem zachwycona. Na drugi dzień oddzwaniam i mówię, że jestem zdecydowana. Proszę tylko o dokładną cenę z rachunkami, aby potem przy rozliczaniu się nie było niespodzianek. Moja dociekliwość nie prowadzi do niczego dobrego. Pojawiają się schody. Pan nie wie ile wydaje na ogrzewanie, gaz i prąd. Zapewnia mnie, że to sprawdzi w ciągu kilku dni,  po czym pyta:
- "Czy  mój chłopak nie będzie zazdrosny?"
 odpowiadam , że "Nie. Nie ma o co". Pan ma oddzwonić, kolejnego dnia. Niestety nasz kontakt się urywa. 
Przygoda z kolejnym mieszkaniem jest moją ostatnią, którą tu opiszę. Przeglądając ogłoszenia, znalazłam po raz drugi mieszkanie IDEALNE. Blisko rodzinnego domu i chłopaka. Lokum świeżo po remoncie, w bardzo rozsądnej cenie. Jestem zainteresowana. Jedynie Pan, który zajmuje się sprawami wynajmu, wydaje się trochę nieogarnięty, może zapracowany. Prosi mnie abym oddzwoniła w poniedziałek, czyli dziś. Po konsultacjach z bliskimi decyduje się na wynajem całego mieszkania. Przynajmniej w tym jednym wypadku wiem na co będę przeznaczać połowę swojej wypłaty.  Dzisiejszego ranka, pełna nadziei, dzwonię. Pan odbiera i oświadcza mi, że niestety, ale żona wynajęła mały pokój i został ten drugi, większy.  Grzecznie (a może z irytacją w głosie) tłumaczę mu, że po pierwsze nie taka była umowa, po drugie chcę wynająć całe mieszkanie. W końcu po kilku minutach dochodzimy do konsensusu. Jestem zdecydowana tam zamieszkać i godzę się nawet na lokatora w postaci licealisty. Przemiły Pan obiecuje, że żona oddzwoni wieczorem i dogada ze mną szczegóły. Dzisiejszy wieczór się kończy, a telefonu jak nie było, tak nie ma. 

Nie wspomnę tu o  moich rozmowach telefonicznych w sprawie wynajmu, gdzie okazywało się, że w mieszkaniu nie ma pralki, a "wszystkie media" (oznaczają prąd i gaz). Wybaczam to właścicielom mieszkań pod wynajem. Przecież Białystok to Polska B. Pralka do życia nie jest potrzebna, zaś internet to luksus, który nie dany jest każdemu. 






kombinezon/jumpsuit - ZARA, naszyjnik/ necklace - CARRY, buty/shoes - SINSAY, torebka/bag- sh.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Dbajmy o przyjaciół.

Od około miesiąca mam w głowie pustkę. Jest ona na tyle uciążliwa, że mój neurolog przepisał mi tabletki na pamięć i koncentrację. Ów zaćmienie powoduje też zmniejszoną aktywność na blogu. Dziś po spotkaniu z kuzynką i wypiciu potężnej ilości białej czekolady, moje częściowe zatwardzenie intelektualne minęło na tyle, aby napisać parę zdań tym jak należy dbać o przyjaciół i więzi, które z nimi łączą.
Moja grupka przyjaciół zawęziła się dość znacznie w ciągu ostatnich lat. Niektórzy niewytrzymali moich wahań nastrojów, spowodowanych przykrymi doświadczeniami. Inni dali mi wsparcie.  Jeszcze inni, odeszli z powodów dość błahych, np. znalezienia partnera życiowego. Grono moich przyjaciół ogranicza się w większości do osób, które nie mieszkają w moim mieście. To ludzie, którzy pamiętają o przysłaniu mi czekoladek z drugiego końca Polski i wysłaniu kartki na urodziny/święta. Ich mieszkania i domy stoją dla mnie otworem, np.  nie ma problemu, gdy samolot z Warszawy odlatuje nad ranem, a dojazd z Białegostoku jest utrudniony i potrzebny jest nocleg. 
Problem nie istnieje w sytuacjach, gdy dostaje zaproszenie na męski wieczór i nie chcę być jedyną dziewczyną. Dzwonię do osoby, którą kilka lat temu nie podejrzewałam o ludzkie odruchy, a Ona zwarta i gotowa stawia się po 30 minutach u mnie w mieszkaniu, następnie już na imprezie sprawia, że poznaję kogoś wartego uwagi.
Przyjaciele czasem podrapią po pleckach i pociągają za włoski, bo wiedzą jakim pieszczochem jestem.
Bywają chwile, gdy przyjaciel/ przyjaciółka zawala. Kontakt z taką osobą staje się utrudniony, mimo to jej/ jego konto na instagramie jest aktualizowane co 2 godziny. W tym wypadku masz dwa wyjścia z sytuacji. Możesz poczekać aż szczęśliwy czas minie (uprzedzam może to trwać długo), ewentualnie jaskrawą, grubą kreską odkreślić to co Was łączyło.  


 Sytuacje opisane wyżej, zdarzyły się naprawdę, a osoby w nich uczestniczące są bliskie mojemu sercu. 


sukienka/dress - sh,  koszyk/ basket bag - sh, naszyjnik/necklace - stradivarius, zamszowe szpilki/ suede heels - Zona Zero